Skip to main content
search
0

W poprzednim artykule Bartek opisał rzeczy, które w Indiach wydały się mu bardzo fajne. Teraz ja zabieram się za te niefajne. Bedzie sie działo…

Spis treści

1. Śmieci.

W Indiach ciężko znaleźć coś takiego jak kosz na śmieci, a nawet gdyby były one wszedzie to i tak Hindusi pewnie by z nich nie korzystali. Jeżeli trzymasz w reku śmiecia, po prostu wyrzucasz go na ziemie. Dlatego czy jedziesz autobusem, czy pociągiem, czy idziesz ulica pod nogami wlaja ci sie sterty opakowan, butelek, owoców i …

Po zmroku sterty śmieci na ulicach zaczynają przeszukiwac zwierzęta, np. jak ta rodzina oslow w Leh.

2. Stolec i uryna.

No własnie. I tego. Przepraszam za ordynarne określenie, ale Hindusi srają gdzie popadnie. Oczywiście, tylko ich malutka część, ale w półtora miliardowym państwie to wystarczy. Idziesz sobie ulica handlowa w dużym miescie. Jest środek dnia. Patrzysz, a przed tobą kuca sobie mała dziewczynka. „Co ona robi?” – myślisz. A ona robi kupę. Tak po prostu, na widoku.

Wyjeżdżając z Delhi widzielismy trawiaste pole na przedmiesciach wielkosci boiska piłkarskiego. W jednym czasie, siedząc w kucki załatwiało tam swoje potrzeby kilkadziesiąt osob. Jakby byli na pikniku.

Trzeci i ostatni przyklad. W indyjskich pociagach pasażerowie masowo załatwiają się także podczas postoju pociagu na stacji. Dlatego na torach co kawałek mozna zobaczyc wielkie kopce wiadomo czego. Efekt? Na dworcach, na ulicach, w miastach i na przedmieściach, rano, wieczorem i w południe w powietrzu unosi sie okropny…

swinie-indie-ganges

3. Smród.

Bez owijania w bawełnę, w Indiach po prostu śmierdzi. Oczywiście nie wszędzie, ale po miesięcznym pobycie w tym kraju pamiętam tylko brzydkie zapachy. Śmieci, odpadki organiczne, mocz, kal – to wszystko leży na ulicach i przy tak dużej wilgotności i wysokiej temperaturze powietrza po prostu się rozkłada. Musi śmierdzieć.

4. Brud.

Mam tu na mysli pyl, kurz i taki „domowy” brud. Hindusi kiepsko sprzątają, delikatnie mówiąc. W pociagach i autobusach szyby, ściany, siedzenia często lepią sie od brudu, a nierzadko pokryte są tez warstwa pyłu. W tanich hotelach i guest housach tez nie jest lepiej, a grzyb czuje sie w Indiach jak w raju, szczególnie w porze monsunowej.

Tak myje sie naczynia na ulicy…

5. Tlum.

Juz niedługo Indie będą najludniejszym krajem świata wg wszystkich prognoz. Zyje tam 1,5 mld ludzi. To widać, słychać i czuć. Na ulicach panuje ogromny zgiełk. Dworce autobusowe pękają w szwach, podobnie jak same autobusy. Ale nic nie przebije tego co dzieje się na kolei. Żeby kupic bilet na pociag zazwyczaj trzeba go zarezerwować kilka, a czasem kilkanaście dni wczesniej. A żeby moc to zrobić trzeba dostać sie do kasy do której próbuje dopchać się w jednym momencie kilkaset osób. Wyobraźcie sobie jak wyglada peron, na którym stoja tysiace ludzi i właśnie zajeżdża pociag z czterdziestoma wagonami.

Niektórzy lubią tłok, ja go nienawidzę, a w Indiach często czujesz sie jak w ulu.

Kolejka do kasy biletowej na dworcu kolejowym w Haridwarze

6. Klimat.

Wszystko powyższe nie byłoby tak uciazliwe gdyby nie panujacy w Indiach klimat w porze monsunowej kiedy to odwiedziliśmy ten kraj. Po wyjsciu z klimatyzowanego lotniska w Delhi na zewnątrz poczulem sie dokladnie tak jakbym wszedł do sauny. Temperatury w okolicach 40 stopni i bardzo, bardzo duża wilgotność powietrza sprawiaja, ze chcąc nie chcąc caly czas jesteś mokry.

7. Trąbienie.

Naturalnym jest, ze w tak gesto zaludnionym kraju panuje hałas. Ale nic tak bardzo nie denerwuje w Indiach jak dźwięk klaksonów. Wyróżniłem ich dwa rodzaje:

a) na trasie

Przy wyprzedzaniu, przy wlaczaniu sie do ruchu, podczas cofania, przed zakretem, przed wzniesieniem, aby poinformowac jadącego z tylu, ze teraz droga wolna, przed skrzyżowaniem, na idących poboczem pieszych, w celu pozdrowienia znajomego, prewencyjnie -> w Indiach się TRĄBI!

Ale żeby nie było tak latwo, tam nie używa się normalnych klaksonów. Bo kto usłyszy nasze europejskie 'pi-bip’ w tej kanonadzie dźwięków. Hindusi używają klaksonów niszczących komorki w Twoim mózgu, powodujących pekanie bębenków w uszach i skracających życie conajmniej o polowe. Pal sześć, jeśli jest to klakson „wygrywający” melodie popularny glownie wsrod kierowcow ciężarówek. Najgorsze sa te jedno dźwiękowe. Świetnie jedzie sie autobusem z takim klaksonem. Przed wyjazdem do Indii polecam kupić stopery do uszu.

b) w mieście

Nieważne czy idziesz szeroka ulica, czy wąską uliczka. W mieście caly czas ktoś na ciebie trąbi. Zazwyczaj tuz za uchem. O ile na dużej ulicy da się to zrozumieć, o tyle w wąskiej targowej alejce, kiedy widzisz Hindusa pędzącego na skuterze non stop trzymającego palec na guziku z napisem 'horn” sugerujac: „wszyscy z drogi bo ja jadę”, a uszy ci pękają, to masz ochote kupić kij baseballowy i się przypadkowo zamachnąć…

9. Brak poczucia odpowiedzialności.

W Indiach ma sie wrażenie, ze prawa po prostu nie ma. To co sie dzieje na drogach przechodzi ludzkie pojecie. Wyprzedzanie przed wzniesieniem, na zakręcie to dla Hindusow normalka. Ale to tylko jeden aspekt.

Przyjeżdża sobie taki jeden i w wąskiej uliczce parkuje swoj samochód blokując na niej cały ruch. Dla niego nie ma w tym nic złego. W dodatku nie ma szans zeby przyjechała policja i zrobiła porządek, bo w tym kraju policjanci chyba nie wychylają nosa zza biurka bo na ulicach ich nie widać.

W miastach cale osiedla mieszkaniowe powstają tak, ze ktoś na wolnym kawalku ziemi stawia sobie schronienie z blachy i nikogo to nie  interesuje. A za parę lat zaczynają sie problemy…

Ostatni, zasłyszany przykład. W Indiach generalnie brakuje żywności. Wiadomo, ze jest to duży problem w kraju z tak wielka populacja. Ale nikt nie pomyśli zeby zboze zebrane z tysiecy hektarow pola odpowiednio zabezpieczyć. Lezy przy drodze, w workach, bez zadaszenia i czeka sobie na pierwszy deszcz…

Dzikie miasteczko w parku miejskim w Haridwarze

10. Oszuści.

Tak rozbudowanych siatek oszustów „turystycznych” jak w Indiach pewnie nie ma nigdzie na świecie.

Już pierwszego dnia naszego pobytu w Delhi przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Chcielismy kupic bilet kolejowy na głównym dworcu w kasie dla obcokrajowcow. W przewodniku mielismy napisane, ze znajduje sie ono na pierwszym pietrze w głównym budynku, ale kiedy chcielismy wejść po schodach na gore zatrzymał nas pracownik dworca mówiąc, ze kasa jest zamknięta i musimy jechac do biura rezerwacji w centrum. Oczywiście pewien uprzejmy rikszarz szybko i chetnie zawiózł nas do tego miejsca. Bardzo mily Pan przez godzine bajerował nas, ze sami nie możemy kupić bilet i na najbliższe 2 dni nie ma nigdzie wolnych miejsc. Kiedy w koncu zaproponował nam wycieczke za 16 tys. rupii po Radzastanie szybko sie stamtad ulotniliśmy.

Postanowiliśmy wrócić na piechotę na dworzec i po drodze wstąpiliśmy pierwszy i ostatni raz do McDonalda. Jedząc McMaharadze zapytaliśmy siedzacego obok młodego chłopaka gdzie na dworcu jest ta kasa. Odparł, ze na dworcu kasa jest zamknięta i wskazał nam na mapie rzekome „rządowe centrum rezerwacji”. Okazało sie jednak, ze w Indiach wszystko jest możliwe i nawet przypadkowo zapytana osoba w restauracji bierze udział w spisku. Zostaliśmy okłamani po raz drugi.

Znowu udaliśmy sie na dworzec metrem z mocnym postanowieniem kupienia tym razem biletow. Kiedy już byliśmy na dobrej drodze do kasy złapał nas mężczyzna i pokazał legitymacje ze zdjęciem potwierdzającą, ze  jest pracownikiem kolei. Powiedzial, ze kasa jest zamknięta i ze musimy jechac w inne miejsce. Wskazal nam „rządową” riksze i życzył powodzenia. Kiedy zajechaliśmy na miejsce juz wiedzieliśmy, ze to kolejna agencja turystyczna, która bedzie nam chciała wcisnąć wycieczke. Oczywiście wysłuchaliśmy 10 hitorii typu „tu sie nie da samemu bo droga zamknieta” itp. po czym wróciliśmy 4 raz na dworzec. Tym razem udalo nam sie dostac do kasy mijajac ćpunkę i zdechłego psa na schodach. Ale to jeszcze nic.

W Agrze, gdzie znajduje sie Taj Mahal hotelarze polecają swoim gościom restauracje, gdzie sa oni dosłownie truci (do jedzenia podawane im są specjalne „dodatki”). Oczywiście po zatruciu uczynny hotelarz lub restaurator dzwoni po lekarza. Ten podaje turyście lek dokładnie wiedząc czym, sie zatruł, który dziala natychmiastowo i pobiera horendalna opłatę za usługę. Pieniędzmi dzieli sie potem oczywiście z restauratorem i hotelarzem.

Hasło reklamowe „Incedible India” pasuje tutaj idealnie.

Tyle przykładów wystarczy.

Morał: Jeżeli wybierasz się do Indii bądź gotowy na wszystko!

[fb-like]
Patryk Świątek

Autor Patryk Świątek

Lewa półkula mózgu. Analizuje, roztrząsa, prześwietla. Oddany multimediom i opisywaniu przygód. Laureat konkursów fotograficznych. Autor reportaży, lider stowarzyszenia "Łanowa.", założyciel "Ministerstwa podróży". Nie może żyć bez pizzy.

Więcej tekstów autora Patryk Świątek

Dołącz do dyskusji! 71 komentarzy

  • Multiselect pisze:

    Mimo wszystko Indie są naprawdę niesamowite! Chyba byłem hindusem w innym wcieleniu :)) Świetny blog, wiele ciekawych informacji 🙂

  • megi pisze:

    Zadziwiajace jest jakie mozna komentarze napisac a zwalszcza ci ludize ktorzy nigdy nie byli w indiach, moim zdaniem nie ma znaczenia jaka kwote by zainwetowac w ten krai zawsze pozostanie brudny i smierdzacy. Ludzie sa naturalnie sympatyczni ale tez wyrafinowani niegdy nie mozesz byc pewien co cie czeka nawet w momencie kiedy ci powiedza ze napewno… ja cale szczescie jestem na lotnisku w drodze powrotnej po drugiej wizycie ktora byla jeszcze gorszym i mysle ze w tym momencie najgorszym doswiadczeniem w moim zyciu. Moim zdaniem to jest zupelnie inna mentalnosc ludzi i mysle ze trzeba miliona lat by to sie zmienilo jestem pewna ze gdyby znalazl sie ktos kto by zainwestowal biliony to czlowiek tutaj pozostanie taki sam brudas zwyczajnie i nie ma znaczenia czy biedy czy bogaty. Ja mialam stycznosc zarowna z jednymi i drugimi zaden z nich nie szanuje otoczenia dla nich liczy sie tylko odbicie w lustrze.

  • Tadeusz pisze:

    Tadeusz -10.06.15
    Ostatni mój link,mówiąc eufemistycznie,uległ zniknięciiu. Próbuję jeszcze raz.
    To,co wypisują nasi internauci jest jeszcze jednym dowodem na głęboko zakorzeniony u nas narodowy kompleks niższości – co skłania do akcentowania ujemnych cech innych narodów. Z Indiami zaprzyjaźniłem się jeszcze w dzieciństwie,jestem już w takim wieku,że na naszych ekranach mogłem oglądać wspaniałe filmy hinduskie w rodzaju „Bootpolish”/Czyścibuty/ czy kultowy film wytwórni Raj Kapoor Film -„Awara”/Włóczęga/.Był to przełom lat 50 -60 tych.Współczesne filmy tzw bollywoodzkie,z reguły marnej jakości,raczej nie zachęcają do zainteresowaniem się Indiami.
    Indie odwiedziłem kilkakrotnie i mam zupełnie odmienny obraz tego kraju. Prawda, ulice są zaśmiecone – ale czy u nas, państwie należącym do UE, nie spotyka się choćby psich odchodów na chodnikach naszych ulic. Prawda, ulice tam nie lśnią czystością,ale opowiadanie,że wszędzie tylko czuć smród, to czysta perwersja. Indie kojarzą mi się z uroczymi zapachami owoców i warzyw choćby na delhijskim Paharganj-będąc w Polsce tęsknię za takimi zapachami. Natomiast gdy chodzi o przywiązanie do higieny osobistej,to Hindusi mogliby stanowić dla nas niedościgły wzór. Nigdzie,podczas licznych podróży czy będąc obecny w tłumie,ani razu nie poczułem przykrego zapach od strony ludzi,nawet zapach potu. Jak to wygląda u nas, to proszę przypomnieć sobie nie zawsze świeże zapachy w naszych tramwajach czy autobusach. A już zapachy jakie wydzielają bezdomni mogą zwalić z nóg. W Indiach nawet bezdomni nie śmierdzą.
    W hinduskim filmie „Pather Panchali” z 1955 roku, wyświetlanym u nas pod tytułem „Droga do miasta”, jest taka scena. Oto mały Apu wybiera się do szkoły, jest dokładnie myty przez mamę i z mozołem szoruje zęby. Po powrocie również myje zęby ,przed snem mycie zębów i kąpiel.
    Kto u nas w latach 20-tych ubiegłego wieku w ogóle mył zęby, zwłaszcza na prowincji. A przecież akcja filmu. to właśnie lata 20-te i dzieje się to na głębokiej bengalskiej prowincji.
    I jeszcze jedna charakterystyczna scena. Mały Apu w godzinach popołudniowych zwraca się do mamy-” mamusiu,czy mogę zmienić ubranie,chodzę w tym już cały dzień”. Nie wymaga komentarza.
    I na koniec krótka sentencja którą zakończono artykuł w Tygodniku Powszechnym o podróży do pewnego kraju/nie pamiętam już jakiego-było to ok 30 lat temu. „Należy czuć sympatię do narodu ,który się odwiedza – tubylcy to odczują i odwdzięczą się nam sympatią i ewentualną pomocą w wielu sprawach.

    • Ahana pisze:

      Komentarzy pod wpisem było tak dużo, że zaintrygowana liczbą przeczytałam część z nich. Dziękuję za polecone filmy, z przyjemnością spędzę czas podczas ich oglądania, myślę że dla nich warto było te komentarze przejrzeć.

      Pozdarwiam serdecznie

      • yhy pisze:

        Taki stary a nie wie, że nie śmierdzą gdyż nie mają genu który za to odpowiada (vide też Japończycy – tam to nawet ciężko dezodorant kupić). Indie to brud, smród i ubóstwo, i choć to ostatnie nie jest w żaden sposób dla nikogo ujmą to dwa pierwsze już tak. Syf jest wszędobylski, ludzka mentalność taka jak opisana powyżej. Oczywiście, w innych regionach świata bywa podobnie, ale to ponoć „stara cywilizacja”… Mówienie prawdy prosto w oczy nie jest żadnym kompleksem, jest stwierdzaniem faktu.

    • Sunflower pisze:

      Takie sa niektore nacje, wszystko tez zalezy jak cie 'pan’ wychowa…w tym przypadku rzadz czy otoczenie. Wystarczy jeden przyklad i kazdy robi to samo. Ludzie to poprostu marionetki i po swiecie jaki teraz mamy widac jak nisko i jeszcze nizej upadli ludzie xp liczy sie sztuczny wizerunek i pieniadze. Na codzien wiekszosc przyczynia sie do tych 'cudownych krajobrazow’ kupujac codziennie po pare szmat..z h&ma, zary, reserved i innych beznadziejnych koncernow ktore przedewszystkim zasmiecaja te panstwa jak indie i chiny, to samo mogloby byc w polsce, tez moglbys zdychac na progu bo pijesz wode z rzeki gdzie HnM odprowadza wszystkie scieki. Ja rzadko kiedy kupuje ubrania, jak juz to na vinted.. Nie ma juz nadzieji dla ludzkosci a nikt nie widzi u siebie zadnych wad. Swiat zrypali najbogatsi a kazdy ma w tym jakis udzial

  • Udaję się pisze:

    Niestety po półrocznym pobycie muszę się podpisać obiema rękami… Jeśli Indie to jest „holy land” to dowodem na to może być chyba tylko to, że jeszcze nie wybuchła tam jakaś gigantyczna epidemia. Przy tym wszystkim co się tam dzieje to jest prawdziwy cud! Co do ludzi robiących kupę wszędzie – mnie najbardziej rozczulili ci, którzy siadają na poboczu drogi żeby się załatwić, frontem do … przejeżdżających! Dlaczego nie tyłem? Nie wiem. Pozdrawia Sonia z https://udajesie.wordpress.com/

  • Pawel Zieminski pisze:

    co do syfu, to Hindusi nie mają poczucia własności wspólnej, taka różnica kulturowa 😉 zauważcie, że sprzątają sklep/restauracje/dom a śmieci wyrzucają na środek ulicy, bo jest niczyja, w większości mieszkań w Indiach w których byłem było wysprzątane na błysk 🙂 co do wypróżniania się gdzie popadnie, to też nie jest Europa,biedni ludzie często nie mają toalet, szczególnie kiepsko to wygląda w dużych miastach, na wsiach mogą sobie pójść na łono natury itp ..a jeszcze co do oszustów to spotkacie ich tylko tam gdzie jest masa turystów, pojedźcie tam gdzie nie ma zabytków a spotkacie świetnych ludzi którzy Was ugoszczą i potraktują wręcz jak bogów 😉 …Indie są upierdliwe, ale to nie Europa i chyba nie jeździmy tam by zrozumieć od razu wszystko ale dla tej wielkiej niewiadomej 🙂

  • Natalia Krancewicz pisze:

    Człowieku jak nie masz pojęcia jak się żyje w „tamtym świecie” to po co tam jedziesz?
    Marzy Ci się luksus śmigaj na zachód a nie do arabów czy hindusów!

  • Lizka pisze:

    Zgadzam się z „niefajną listą”, ale z doświadczenia mogę tylko dodać, że im dłużej/ częściej przebywa się w Indiach to „fajna lista” bije niefajną. Poza tym świat się zmienia, i Indie też się zmieniają. Wolno bo wolno, ale się zmieniają i za jakiś czas nie będzie już dużej różnicy pomiędzy tu a tam. Więc warto chyba zobaczyć „Incredible India”, bo drugiego takiego kraju nie ma na świecie :-).

  • Macie swoje Indie pisze:

    „33-letnia kobieta i jej córka podróżowały z miasta Mathura, gdzie mieszkały, do New Delhi. Tam Polka została zgwałcona przez taksówkarza. Przedstawiciel policji Rajan Bhagat powiedział, że kie­rowca odurzył kobietę, a później, kiedy była nieprzytomna, zgwałcił ją.

    Kobieta ocknęła się na ławce niedaleko stacji kolejowej w New Delhi ze swoją córką, która stała obok niej i płakała – podają oficjalne źródła, na które powołuje się channelnewsasia.com”

    http://tinyurl.com/pw4d75u

  • Czytelniczka pisze:

    Dziekuje za artykul ! to co napisane jest nie do pomyslenia w Europie, wiec nie wiedzialabym nawet na co trzeba uwazac. Lepiej przygotowac sie na gorzej i potem byc milo zaskoczonym

    • iks pisze:

      W Europie nie, ale w Polsce na każdym kroku masz brudny wagon Przewozów Regionalnych, policjanta łamiącego prawo i samochody z pseudotłumikami.

  • gość pisze:

    generalnie nikt nikogo nie zmusza żeby jechał do Indii, a stwierdzenie typu „masz ochote kupić kij baseballowy i się przypadkowo zamachnąć…” świadczy o poziomie kultury autora, znacznie niższym od indyjskich tubylców

    a to że nie kupowaliście biletów na pociąg przez internet tylko szukali kas na zatłoczonych dworcach pozostawię bez komentarza 🙂

    • Ulka pisze:

      branie stwierdzenia „masz ochote kupić kij baseballowy i się przypadkowo zamachnąć…” na poważnie świadczy raczej o poziomie kultury odbierającego : P

    • Paweł pisze:

      Jak ci nie odpowiada w Polsce to wypad to wypad do Indii ja zjeździłem europem i większego brudu i syfu nie widziałem np w Niemczech film porno z udziałem narkomanów w Monachium na porządku dziennym park zaśmiecony petów co nie miara i ty mówisz dziecko o Polsce my jako naród nie mamy czego się wstydzić no chyba że u ciebie w domu tak jest że pijesz kawę z zapleśniałego kubka więc jak ci nie odpowiada to co tu robisz

  • krzysztof pisze:

    Cóż jesli miałbym tam kiedykolwiek przymus pojechać to tylko w bojowym stroju ochrony przeciwchemicznej i z miotaczem ognia zeby odkazac droge przed soba od wszelkiego scierwa szczegolnie tego nazywanego tubylcami choc sa to tylko jamochłony przy ktorych szczury i swinie to szlachetne zwierzeta

  • Ania pisze:

    Bardzo trafna lista 🙂 do wszystkich tych rzeczy da się jednak przyzwyczaić. Podróżując do Indii trzeba wyłączyć tryb porównywania i oceniania. Trzeba to wszystko brać takim, jakie jest. Mnie już nawet „one photo please” przestało przeszkadzać. Do jednej rzeczy nie mogę się tylko przyzwyczaić – do tego, że oni się tak gapią… Już próbowałam się tak gapić zwrotnie, ale nie potrafię. Rozśmiesza mnie to od razu, a ich to w ogóle nie krępuje. Gapią się tak i gapią. 4 godziny wspólnej podróży w pociągu tak się potrafią gapić, godzinę w restauracji tak się potrafią gapić. A ja na prawdę nie robię niczego, co mogłoby wzbudzać jakieś szczególne zainteresowanie. Po prostu jestem 😉

    • johana pisze:

      Kurde! Jakbym ja to napisała! Gapienie mnie też rozbijw kompletnie. I stają koło Ciebie jqk rozmawiasz z kimś też białym i gapią się jakby wiedzieli co mówisz!

  • Camillio pisze:

    No to są wystarczające powody żeby tam jechać 🙂 Coś zupełnie innego, ciekawego i mimo wszystko zachęcającego 🙂 Podróże po Europie już się przejadły. Pojedziesz do Francji czy Hiszpanii, to z góry wiesz co Cię spotka, co zobaczysz, a tu pełna improwizacja. Z oszustami można sobie spokojnie poradzić, zwłaszcza kiedy podróżujesz rowerem 😀 Troszkę gorzej z dzieciakami rzucającymi w Ciebie kamieniami, ale co nie zabije to wzmocni. Warto zobaczyć Indie, choćby z tego powodu, aby co poniektórzy docenili, że mieszkają w Polsce, mimo wszystko w pięknym, poukładanym kraju. Że nie ma głodu, a to kim będziesz i co będziesz robił, zależy najbardziej od Ciebie, a nie od polityków, układów itp. Pozdrówki 🙂

  • lucia pisze:

    Myślę, że szok kulturowy wynika z prostego powodu – to nie jest inna kultura, tylko inna cywilizacja. nam się wydaje (podświadomie, tak działa kultura), że wszędzie powinno być „cywilizowanie”, czyli – tak właściwie – po naszemu. a tu reguły gry w przestrzeni publicznej i domowej są totalnie inne. hindus usiądzie Ci prawie na kolanie, będzie się pchał, i głośno gadał przez telefon, bo przestrzeń publiczna jest dla wszystkich. To, że my nie rozumiemy reguł, „nie czytamy”, nie znaczy, że tych reguł nie ma (muszą być, żeby społeczeństwo funkcjonowało). Pamiętam swój pierwszy szok totalnego chaosu ruchu drogowego w Kalkucie (mój pierwszy przyjazd do Indii), potem jak już się wczaiłam, widziałam, że mają swoje reguły gry i trąbią po coś, nie dla samego trąbienia, żeby wkurzyć białasów i wszystkich innych wokół. Jedną z rzeczy, która mnie fascynuje cały czas, jest ich koncepcja czystości – fakt, ulice po naszemu, europejskiemu myśleniu mają brudne, natomiast o higienę osobistą bardzo dbają. I o publiczne załatwianie potrzeb także.. Cóż, Indie nie są dla każdego, tak jak podróżowanie nie jest obowiązkiem 🙂

    Problem z traktowaniem białych jak frajerów wynika po części z naszej winy – dużo turystów jak przeliczy sobie rupie na dolary czy euro, macha ręką na cenę proponowaną przez rikszarza, która jest 200% ceny dla localsa, bo przecież to nie dużo. Więc stawki idą w górę, rikszarze się przyzwyczajają, i potem mają bardzo oburzone miny, gdy człowiek podaje stawkę dla miejscowych 😉
    Polecam pytać panów strażników, oni nie mają deala o commission 🙂

    • fifa pisze:

      trafny komentarz. Dla nas, Europejczykow, cywilizacja znaczy tak na prawde „cywilizacja europejska”. Czasem ludziom ciezko przychodzi swiadomosc, ze jestesmy tylka jedna z cywilizacji, mamy swoje kody zachowania, np. ze sie nie gada glosno na ulicy. To, ze dla nas tak jest nie znaczy ze musi byc obowiazkowe dla calego swiata i ze miejsca w ktorych tak nie jest sa „mniej cywilizowane”….

    • Jak cię to kręci, to smacznego pisze:

      „tu reguły gry w przestrzeni publicznej i domowej są totalnie inne. hindus usiądzie Ci prawie na kolanie, będzie się pchał, i głośno gadał przez telefon, bo przestrzeń publiczna jest dla wszystkich”

      Wiesz co… powiem otwarcie, że p…lę takie „reguły”. Hindus zrobi to takim, jak ty: którzy nie ośmielą się zaprotestować. Niechby tak spróbował zrobić 100 lat temu „sahibowi” z UK…

  • Nikola pisze:

    hahah artykuł idealnie oddał wszystkie moje bolączki podczas pobytu w Indiach;). Do tego wszystkiego w podróż wybrałyśmy się tylko we dwie z siostrą, więc nękanie, zaczepianie i zabawę w paparazzi na ulicy odczułyśmy podwójnie. Po wylądowaniu w Europie poczułam ogromną ulgę. Jednak Indie miały w sobie coś, co sprawia, że chce się tam wrócic (raczej omijając do Delhi). Gratuluję pomysłu na bloga, jestescie dla mnie inspiracją. Chciałabym kiedys uzbierac aż tyle podróżniczych doświadczeń:)

  • Jacek pisze:

      Swietnie sie z Toba zgadzam. Moja przygode z indiami odczulem na wlasnej skorze. doslownie. Dlatego tez i taki ostry komentarz pod Indiami na naszej stronie http://www.adventure-hunters.com
      Syf i oszusci w Indiach to jest to, co przeroslo moje wyobrazenie choc w kilkudziesieciu krajach juz bylem. Ps. Fajna strona. Dzieki za prowadzenie. 

  • Lavena pisze:

     Trafiona notatka. Wszyscy zawsze piszą o urokach Indii, a widzę, że nie tylko ja skupiłam się ana tamtejszych mankamentach. Też w poprzednim miesiącu pisałam na podobny temat.

    Te przygody z uprzejmymi, którzy pokazują lepsze rozwiązanie i rikszarzami to już po prostu norma. Taka część krajobrazu. Można się tego wystrzegać, bo faktycznie w każdym przewodniku o tym mówią, ale przecież – jak człowiek nie przekona się na własnej skórze, to się nie nauczy.

    Za to ta historyjka z lekarzami, to coś nowego… na szczęście nie miałam okazji się przekonać i indyjskie knajpy (mimo braku sterylnośći 😉 ) nie zawiodły.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie 🙂

    Lavena,

  • No, panowie, szok kulturowy pełna japą!!! Brakuje mi jeszcze tylko  je3dnego w odniesieniu do klimatu w autobusach – Hindusi namiętnie słuchają swojej muzyki z odpalonych na full komórek. To nic, że jest noc – trzech siedzących wokół Ciebie kolesi słucha muzyki z Bollywood (okropnej!), każdy oczywiście innej i każdy na pełnej k…wie. Często szlag mnie trafiał nie z powodu tłumu, chamstwa, ale właśnie tego drobiazgu jakim było kilku gości z komórkami gdzieś w środku nocy.

    Zatyczki do uszu rzeczywiście wskazane.

    Patrząc jednak na Indie z perspektywy miesięcy – do wielu rzeczy można się przyzwyczaić, a wielu innym zapobiec. Raz daliście się oszukać, ale za drugim razem będziecie już ze stali. Poza tym nawet tu można trafić fajnych ludzi, jak np. uczciwy rykszarz w Waranasi.

    Powodzenia w drodze!

  • Tsdstrdst pisze:

    W Polsce są kosze, a śmieci i tak się walają

  • Vejka pisze:

    To ja Wam opiszę taki mały 'cziting’ w temacie wydawania reszty w Indiach. Kilkukrotnie spotkałam się z sytuacją gdzie dając duży banknot otrzymałam resztę do pierwszej setki i minę handlarza oznaczającą że mogę odejść. Czasami nawet oni sami odchodzili w głąb lokalu/straganu lub zaczynali obsługiwać kolejną osobę. Zdarzyło mi się to nawet na lotnisku w Kalkucie przy zapłacie za pre-paid taxi (czyli w instytucji stworzonej na lotniskach by nie oszukiwać ;))

  • Ewelina Lucy pisze:

     właśnie dla tych rzeczy chce się tam jechać!

  • Zadig pisze:

    Ad. 10

    Niestety mnie wykołowali na dworcu w Delhi. dałem się namówić na wycieczkę. Wszystko przebiegło wg. Twojego opisu, przyszliśmy na dworzec z dziewczyną, nagle  wyrósł jak spod ziemi człowiek z legitymacją pracownika kolei, wskazał nam rikszę, która zawiozła nas nas do jakiegoś biura turystycznego.

    Wydalismy na wycieczkę masę pieniędzy (jak na Inidie), ale nie żałuję tego z tego względu, że mieliśmy do dyspozycji samochód i w dość krótkim czasie (3 dni) zobaczyliśmy b. dużo. Gdybym chciał podrużować autobusem / pociągiem zajęłoby to pewnie z tydzień.

    Tak czy inaczej zostałem wychujany już pierwszego dnia pobytu w Indiach.

    mch 

  • skakANKA pisze:

    Jeżdżę do Indii regularnie od lat – w różne ich regiony. Ostatnio byłam tam w lipcu. Tak… trudno sie nie zgodzić z tą powyższą wyliczanką. Ale i tak mogłabym tam mieszkać. Nie ma kraju idealnego. Kiedy pojedzie się bardziej na prowincje, Indie zyskują. Potrafi być czysto. Przyznam, że nie widziałam kup na ulicach. Choć widać sikających mężczyzn. Nie podważam obserwacji autora.
    Chcę tylko powiedzieć, że Indie to przecież subkontynent – kraj tak wielki i różnorodny, że to właśnie stanowi o jego atrakcyjności. 
    Indie to federacja złożona z wielu stanów – podobnie jak w USA. Inna kultura, historia, kuchnia, zwyczaje a często i język. Nawet prawo.
    Mieszkaniec Bombaju z pogardą mówi o tych z północy – że oszuści i że „u nas tak nie ma”. Ci z północy z kolei mówią o tych z południa, że sa „niecywilizowani”.

    Tak czy inaczej, warto doświadczyć tej różnorodności. I na pewno TRZEBA BYĆ PRZYGOTOWANYM NA WSZYSTKO: NA DOBRE DOŚWIADCZENIA TAKŻE :-))

    • Ener pisze:

      Po kilku wizytach w Indiach nie widziałaś kup na ulicach??
      Mieszkam w Indiach od trzech lat, głównie w Chennai ale byłem już w wielu miejscach  i codziennie widzę kupy i załatwianie się w miejscach publicznych.
      Co do populacji zgadzam się kraj ogromny, populacja ogromna i różnorodna. Np.ludzie z północy uważają Tamilów za dużo gorszych miedzy innymi dla tego bo Tamilowie mają ciemniejszy odcień skóry.

  • Karma pisze:

    Czy my jesteśmy cywilizowani? Nie schlebiajmy sobie. Znam panią, która pojechała tam służbowo jako „cywilizowany człowiek” reprezentować Urząd Miasta Rzeszowa, a zachowywała się tam bardzo frywolnie (mężczyżni, alkohol, libacje nie myśląc o swoim mężu). Ale był to dla niej raj. Dla oszustów jest  to więc miejsce wymarzone. Zero poczucia odpowiedzialności do czasu powrotu do Polski.

  • Domiss pisze:

    Szczerze mowiac w ogole mnie nie ciagnie do Indii, jest tam wiele piekny i wartych zobaczenia miejsc ale nieznosze mentalnosci hindusow. Mam z nimi do czynienia na codzien w pracy i to jak podnosza cisnienie, nawet przy zwyklej rozmowie telefonicznej to koszmar !

  • Prycek pisze:

    Jaj nie masz, że 2 razy robiłeś wycieczke do centrum bo jakiś koleś Ci kazał zamiast go olać i iść do tej kasy? 

    • Majac przewodnik z przed 4 lat nie mozna zawsze zakladac, ze ktos klamie. Poza tym, przypadkowo spotkany gosc w restauracji… przyznam ze nie bylem przygotowany na taki poziom oszustwa.

  • Aa pisze:

    O oszustach na dworcu w Delhi można wyczytać na każdym forum i w połowie przewodników.

    • Prawda. Tylko staje przed Toba czlowiek i mowi prosto w oczy, wiec zastanawiasz sie: „moze faktycznie cos sie ostatnio zmienilo…”

      • Pawel Zieminski pisze:

        niestety to prawda, jak sie czyta to jedno, a potem chociaż to wszystko pamietasz to oni są tak przekonywujący, że mnie też zaprowadzili (za pierwszym razem w Delhi) do jakiegoś biura, ale po rozmowie chyba uznali mnie za żebraka i wygonili 😉

  • Jerzy pisze:

    Wiecie co… nam pewien hindus powiedział jedną ważną rzecz… „wy białasy macie na czole wytuatuowany znak $ więc czemu się dziwicie” …. od tego czasu zupełnie inaczej  podchodziliśmy do tematu. Aaaaa i tekst pt. „is not my first day in India” naprawdę działa 🙂

  • Lupusisko pisze:

    W sumie jak się tak czyta to się automatycznie stwierdza, że ta nasza mała odrobinę przestarzała Polska nie jest jednak aż taka zła 😉

  • Jan Pawełczyk z domu Drugi pisze:

    11) Nie zauważyliście, że nie ma puntku 8.

  • Liberax02 pisze:

    Musze przyznac ze wszystko w 100% prawda. Zjechalem Indie wszerz i wzdluz w polowie lat 90tych. Najlepszym sposobem na oszustow jest nauczenie sie kilku zwrotow w Hindii np: „Nie oszukasz mnie, nie jestem pierwszy raz w Bombaju” itp.  Na Hindusow dziala jak magiczna różdżka. Mnie najbardziej wlasnie dokuczalo to ze bylem tam juz jakis czas ale napotykani Hindusi traktowali mnie jak frajera ktory nie wie o co chodzi i wciskali mi takie bzdury ze az mi zal polowy sciskal. Do monentu gdy nie uslyszal czegos w Hindii. Nawet jesli w hindii nie mowil to bylo wiadomo ze nie jestem pierwszy dzien w Indiach. Czary-bary !

  • Wendy pisze:

    W Polsce tez jest pełno oszustów, tez brak poczucia odpowiedzialności. Kierowcy (nie tylko pijani ) jeżdżą nie przestrzegając przepisów, i często, bardzo często giną niewinni ludzie. A Indiach ile razy widziałeś lub słyszałeś o śmiertelnym wypadku drogowym??? 
    Denerwuje mnie jak obcokrajowcy jadą do Indii ,żeby zobaczyć jak tam żyją ludzie i od razu chcą tam wszystko zmienić, żeby było tak jak w Europie. To są Indie, w moich wspomnieniach przeważa to co jest fajnego w Indiach i tak jak Asia wróciłabym tam mimo wszystko 🙂

    • Mike pisze:

       wracaj już dziś! – jeśli nie widzisz różnicy między cywilizowanym krajem a dzikim krajem i brudem itp…

      • Voice of wisdom pisze:

        Zalezy co rozumiesz przez cywilizacje- postep w technologi i goniene za pieniedzmi jak marionetka czy byc wolnym, posiadanie wiecej czasu dla rodziny i nie skromne zycie z naturalnym jedzeniem bez acidu, ktory powoduje ze twoja szansa na zachorowanie na rak to 1 do 3.  Ja wole zyc niz byc popychadlem korporacyjnym.
        I po prostu w dupie byles, gowno widziales –  tak na twoim poziomie (prostackim) Ci odpowiem, jezeli nie zrozumiales pierwszej czesci.

        • asiaya pisze:

          Naturalne jedzenie w Indiach? Przecież wszystko skąpane w pestycydach, woda zanieczyszczona strasznie… :(( No i niestety Indie nie są wolne od pogoni za pieniędzmi, oj nie…

        • Masz rację pisze:

          Tak: „być wolnym człowiekiem”, srającym gdzie popadnie – na ulicy, czy gdziekolwiek.

    • Fff pisze:

       Cala racja 🙂
      A najlepiej sie tam wyprowadzic 🙂
      I wtedy luz blues i zero zgorzknialych ludzi 🙂
      Brud, smrud, bieda, ale wszyscy uprzejmi, mili  i usmiechnieci 😀

    • Kazdy kraj ma swoje wady i zalety. My staramy sie przedstawiac i te i te, dlatego najpierw opisalismy co jest fajnego w Indiach, a tutaj co niefajnego. To chyba obiektywne podejscie.

    • Normalny pisze:

      Lubię czytać takich głuptaków, jak „Wendy”: „A Indiach ile razy widziałeś lub słyszałeś o śmiertelnym wypadku drogowym???” (tak, z trzema pytajnikami dla lepszego efektu).

      Wprawdzie nie widziałem – ani nie słyszałem – ale przecież można przeczytać, prawda? No, to zacytuję:

      „According to the World Health Organization (WHO), road traffic injuries are the sixth leading cause of death in India with a greater share of hospitalization, deaths, disabilities and socio-economic losses in the young and middle-aged population. [6] Road traffic injuries also place a huge burden on the health sector in terms of pre-hospital and acute care and rehabilitation.”
      (źródło: http://tinyurl.com/nplr9kn )

      To teraz sobie skorzystaj, „Wendy”, z Google translatora, i spróbuj zrozumieć, co to znaczy. Może dotrze. A może i nie…

  • Asia pisze:

    mimo wszystko, wróciłabym tam! 🙂

  • Jo pisze:

    Dobre motto 😉

Miejsce na Twój komentarz

*